CZERWIEC W KWADRATACH

18:00


Bardzo lubię czerwiec. Zawsze lubiłam i zawsze będę lubić.

Kiedyś moja sympatia do tego miesiąca wynikała ze szczególnego upodobania do szkolnych wycieczek, które odbywały się "po klasyfikacji", możliwości chodzenia w krótkich spodniach o każdej porze dnia i cudowności ostatniego tygodnia przed zakończeniem roku. Uwielbiałam to, że mogę chodzić do szkoły i spotykać się z przyjaciółmi, ale nie muszę robić zadań czy przygotowywać się do sprawdzianów. I że Rodzice nie krzywią się, kiedy wracam trochę później.
Ceniłam luz.

Dzisiaj nadal cenię luz, choć mam go znacznie mniej (i to w gruncie rzeczy na własne życzenie). Ale i tak w czerwcu jakoś wydaje mi się, że mogę trochę więcej. I że jest trochę fajniej. Pewnie po prostu dobrze działają na mnie długie dni, ciut więcej słońca i jeżdżenie na rowerze.

Jak co miesiąc, zapraszam na krótkie podsumowanie.
30 dni czerwca - 30 zdjęć samych nóg



Moja dieta (nie tylko zresztą w czerwcu) mogłaby spokojnie posłużyć za przedmiot badań do pracy dyplomowej dla studentów dietetyki. Pizza i tort na śniadanie nie są dla mnie niczym zaskakującym. Jeżeli jeszcze nie próbowaliście, polecam. Warto.
W czerwcu udało mi się wreszcie ogarnąć do końca temat balkonu, który stał się jednym z moich ulubionych pomieszczeń w naszym domu i na który wszyscy nasi sąsiedzi mogliby patrzeć z zazdrością, gdyby ich to chociaż trochę obchodziło.


Oddałam też krew. Staram się robić to w miarę regularnie. Oczywiście z Centrum Krwiodawstwa wyszłam bez zdejmowania tych przepięknych foliowych ochraniaczy, które widać na zdjęciu powyżej. Bo i po co. #KrólowaStylu to ja.
Ach, no i byliśmy z Misionem na bardzo, ale to bardzo fajnym weselu. Z moich dotychczasowych doświadczeń to chyba w ogóle "najbardziej w moim stylu" wesele, prócz naszego oczywiście, na jakim byłam.



Dość istotnym, ze względu na przebieg następnych dni, czerwcowym wydarzeniem był nasz wypad w Tatry, podczas którego udowodniłam sobie, że może i się starzeję, ale niekoniecznie przekłada się to na jakąkolwiek życiową mądrość. Przez 10 godzin rozkoszowałam się pięknymi widokami i promieniami słońca padającymi na moją spragnioną lata skórę, a potem przez jakieś 100 godzin cierpiałam przy każdym ruchu i dotyku z powodu oparzeń słonecznych. Przełożyło się to na znaczne zmniejszenie mojej aktywności, która skierowała się głównie w stronę czytania i jedzenia. W tym zakresie godne polecenia są sałatka ziemniaczana z fasolką szparagową, boczkiem i cebulką oraz Ślepnąc od świateł Jakuba Żulczyka. Pierwsze do pochłaniania bardziej dosłownie niż drugie.

Tyle z czerwca. Po więcej zdjęć zapraszam za miesiąc albo już teraz - codziennie, po trochę pojawiają się na moim Instagramie.

Przeczytaj też

0 komentarze